W Korei Płn. w obozach, odpowiednikach sowieckich łagrów, więzionych jest około 100 tys. wyznawców Chrystusa. Władze tworzą obozy wyłącznie dla chrześcijan, co więcej, oddzielne dla katolików i protestantów. Trafić tam można za okazywanie jakiejkolwiek aktywności religijnej. Publiczne głoszenie ewangelii równa się niemal wyrokowi śmierci. Zamykane są całe rodziny. Co może dziwić, „zagrożeniem” dla reżimu Kim Dzong Ila nie są wyznawcy prawosławni. Powód jest prosty – dobre stosunki z Rosją. Wielu prześladowanych chrześcijan decydujących się na ucieczkę do sąsiednich Chin jest na granicy natychmiast rozstrzeliwanych i wrzucanych do dołów śmierci. Niepisaną umową w ten sam sposób traktują uciekinierów pogranicznicy chińscy i północnokoreańscy. Masowe prześladowania dotykają także Montagnardów – górali zamieszkujących środkowy Wietnam. Już w latach 20. ubiegłego wieku przyjęli oni chrześcijaństwo. Mimo komunistycznej indoktrynacji i prześladowań wiernych wciąż przybywa. W ubiegłym roku 30 tys. osób przyjęło chrzest, drugie tyle zostało katolikami w 2010 r. W 2004 r. wszystkich uczestników wielkanocnej demonstracji skuto łańcuchami, następnie bito żelaznymi pałkami, dźgano nożami, rażono prądem. Zamordowano ok. 400 osób. Mniejszość ta jest szczególnie znienawidzona przez komunistów również dlatego, że podczas wojny wietnamskiej stała po stronie Amerykanów, licząc, że ich region uzyska autonomię.

W tajemnicy przed opinią publiczną

Informacje o prześladowaniach z krajów komunistycznych przedostają się na zewnątrz szczególnie trudno. Szczelne granice, bardzo ścisła kontrola wyjazdów i powszechna inwigilacja zostały dopracowane do perfekcji. W blokadzie informacyjnej przodują Chiny, ściśle kontrolując nawet sieć internetową. – Ludzie, którym udało wyjechać się z kraju, nie chcą mówić, boją się o własne życie. Nawet jeśli wiemy o pewnych zdarzeniach, mamy świadectwa uczestników prześladowań, często nie możemy ich ujawniać opinii publicznej – twierdzi Tomasz Korczyński z Pomocy Kościołowi w Potrzebie, międzynarodowej organizacji niosącej pomoc prześladowanym chrześcijanom. Na czarnej liście znajduje się łącznie 75 państw, w których chrześcijanie różnych obrządków doznają cierpień na tle religijnym. Jak podaje raport przygotowywany przez Pomoc Kościołowi w Potrzebie, każdego roku za wiarę ginie 170 tys. chrześcijan. Blisko 250 mln w różnym stopniu jest dyskryminowanych. Setki tysięcy zmusza się do ucieczki lub przymusowo przesiedla. W najgorszej sytuacji są protestanci – ok. 70 proc. spośród prześladowanych chrześcijan. – Katolików chroni autorytet papieża – tłumaczy Korczyński.

 

Za ataki nie zawsze bezpośrednio odpowiedzialne są władze centralne. Pogromów dokonuje miejscowa ludność innego wyznania, często inspirowana lokalnymi ekstremistami. Informacje o tych zdarzeniach dużo łatwiej docierają do światowych mediów, gdyż rządom tych państw zależy na poprawnych stosunkach z Zachodem.

 

Na początku sierpnia 2009 r. w miejscowości Gojra w pakistańskiej prowincji Pendżab jedenaście osób zostało zamordowanych, wśród nich siedmioro spalono żywcem. Ponad 40 domów zostało zburzonych. Kilka dni wcześniej tłum muzułmanów zaatakował sąsiednie miasteczko. Tam zniszczono ponad sto budynków należących do chrześcijan. Zdemolowano cztery świątynie protestanckie. Następny atak nastąpił we wrześniu w tej samej prowincji we wsi Jethki. Setki osób musiało ratować się ucieczką, kiedy rozwścieczony tłum, uzbrojony w kamienie i kije, zaatakował. Głównym celem stał się kościół, który oblano benzyną i podpalono. Jak zeznają świadkowie, powodem był związek młodego dziewiętnastoletniego chrześcijanina z muzułmanką. Przeciwna romansowi matka dziewczyny wyrwała kartkę z książki zawierającej wersety Koranu, po czym rzuciła ją przed dom chłopaka. Następnie kobieta poinformowała lokalne władze muzułmańskie o rzekomym zbezczeszczeniu Koranu. Po zajściach policja zatrzymała mężczyznę. Wkrótce władze poinformowały o jego samobójczej śmierci w celi.