Niedawno opisywaliśmy, jak w Konsulacie RP w Łucku na Ukrainie urzędnicy zarabiali na załatwianiu nielegalnie wiz Schengen. Według naszych informacji, podobne nielegalne interesy robi się też w urzędach wojewódzkich – na umożliwieniu stałego osiedlania się w Polsce. 15 sierpnia 2012 r. weszła w życie ustawa z 2009 r. o obywatelstwie polskim, zaskarżona do Trybunału Konstytucyjnego przez prezydenta Kaczyńskiego, która daje wojewodom szerokie możliwości w przyznawaniu obywatelstwa.

– Jeden z pracowników Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego z Wydziału Spraw Cudzoziemców załatwił kartę stałego pobytu w Polsce, czyli osiedlenia na terytorium RP, mojej znajomej, Ukraince, urodzonej w Rosji, która nie ma korzeni polskich ani nie wyszła za mąż za Polaka, co jest niezbędne do wydania takiej decyzji. Ten urzędnik miał, według tej Ukrainki, wycenić swą przysługę na 30 tys. zł. Podała nawet adres pod Warszawą w miejscowości Z., gdzie mieszka ten urzędnik – mówi „GP” jej znajomy, Polak, mieszkaniec Warszawy, który z racji obowiązków służbowych często ma do czynienia z Ukraińcami, starającymi się o przyjazd do Polski i stałe osiedlenie w naszym kraju.

Opowiada on, że przed Mazowieckim Urzędem Wojewódzkim przy ul. Długiej w Warszawie, gdzie mieści się Wydział Spraw Cudzoziemców, widuje „kręcącego się” około 50-letniego siwego mężczyznę, który zagaduje cudzoziemców, wchodzących do urzędu.

– Byłem świadkiem, jak pod urząd podjechało auto, z którego wysiadło kilku Azjatów, nie wiem, czy byli to Koreańczycy, czy Wietnamczycy. On podszedł do nich, pewien czas rozmawiali, potem on gdzieś zadzwonił. Zaraz wyszła z gmachu urzędu kobieta, wszyscy kilka minut dyskutowali, po czym weszli do budynku. Nie wiem, o co chodziło, ale wyglądało to dziwnie, wręcz podejrzanie. Nie załatwia się spraw urzędowych na ulicy. Co można załatwić w urzędzie? Na pewno prawo stałego pobytu, a także uznanie za obywatela polskiego. To ostatnie skutkuje tym, że cudzoziemcy nie muszą przechodzić skomplikowanych procedur „prześwietleniowych” związanych z uzyskaniem karty stałego pobytu. Według nowej ustawy o obywatelstwie wojewoda ma obecnie o wiele szersze uprawnienia. A dokumenty przygotowują podlegli mu urzędnicy. Na pewno warto prześwietlić sprawy, jakie załatwiano w tym Wydziale – opowiada nasz rozmówca.

– Nie mieliśmy ostatnio sygnałów o korupcji w Wydziale Spraw Cudzoziemców, ale oczywiście każdy sygnał będziemy sprawdzali. Kilka lat temu głośno było o tzw. staczach przed Wydziałem Spraw Cudzoziemców, były tam kolejki. Ten problem rozwiązaliśmy – zapewnia Ivetta Biały, rzecznik Wojewody Mazowieckiego.

– Od pięciu lat prowadzimy w Urzędzie Wojewódzkim politykę antykorupcyjną, szczególnie w Wydziale Spraw Cudzoziemców, m.in. polegającą na rozdzieleniu etapów postępowania w konkretnych sprawach na kilku różnych urzędników. Urzędnicy przeszli też szkolenia zorganizowane przez CBA. Przesłuchania cudzoziemców odbywają się w przeszklonych pokojach i są prowadzone jednocześnie przez dwóch urzędników. Wydział Spraw Cudzoziemców jest szczególnie „narażony” na sytuacje korupcyjne, bowiem obywatele niektórych państw, m.in. wschodnich, uważają za normalne, że „urzędnikowi trzeba coś dać” – dodaje.

Korupcja na polskim pochodzeniu

15 sierpnia 2012 r. weszła w życie ustawa z 2 kwietnia 2009 r. o obywatelstwie polskim (Dz.U. z 2012 r., poz. 161). W ustawie rozszerzono katalog możliwości nabywania obywatelstwa polskiego w trybie uznania za obywatela polskiego decyzją wojewody. Według art. 4. tej ustawy obywatelstwo polskie nabywa się: 1) z mocy prawa; 2) przez nadanie obywatelstwa polskiego; 3) przez uznanie za obywatela polskiego; 4) przez przywrócenie obywatelstwa polskiego.

Wniosek o nadanie obywatelstwa polskiego składa się, za pośrednictwem wojewody lub konsula, osobiście lub korespondencyjnie z podpisem urzędowo poświadczonym (obywatelstwo nadaje prezydent RP). Ale decyzje w sprawie „uznania cudzoziemca za obywatela polskiego” wydaje wojewoda właściwy ze względu na miejsce zamieszkania osoby, której postępowanie dotyczy.

Przypomnijmy, że po uchwaleniu ustawy o obywatelstwie polskim w 2009 r. prezydent Lech Kaczyński zaskarżył ją do Trybunału Konstytucyjnego. A konkretnie te przepisy, które rozszerzają kompetencje wojewody dotyczące uznawania cudzoziemców za obywateli polskich. W uzasadnieniu wniosku do TK Lech Kaczyński podkreślał, że w myśl konstytucji to prezydent nadaje obywatelstwo polskie i wyraża zgodę na zrzeczenie się go, a dotychczasowe przepisy umożliwiały wojewodzie uznanie cudzoziemca za obywatela polskiego tylko w dwóch przypadkach. Gdy cudzoziemiec był bezpaństwowcem i mieszkał w Polsce co najmniej pięć lat na podstawie zezwolenia na osiedlenie się. Lub, gdy poślubił Polkę lub Polaka, małżeństwo trwało co najmniej trzy lata, a cudzoziemiec miał zezwolenie na osiedlenie się w Polsce.

Tymczasem nowa ustawa rozszerzyła liczbę przypadków, w których możliwe jest uznanie za obywatela polskiego. Zgodnie z nią, wojewoda może uznać za obywatela polskiego cudzoziemca, który mieszka w Polsce od co najmniej dwóch lat na podstawie zezwolenia na osiedlenie się, jeśli jest bezpaństwowcem lub ma status uchodźcy, lub od co najmniej trzech lat jest w związku małżeńskim z Polką lub Polakiem, lub też zezwolenie na osiedlenie się uzyskał „w związku z polskim pochodzeniem”.

W wyroku z 18 stycznia 2012 r. (M.P. 2012 poz. 39) TK uznał, że nowe zasady uznawania za obywatela polskiego są zgodne z Konstytucją. W konsekwencji orzeczenia prezydent Kaczyński był zobowiązany podpisać akt.

„Furtka” do urzędniczych oszustw

Wojewoda, według nowej ustawy o obywatelstwie, może „uznać za obywatela polskiego” osoby przebywające w Polsce nieprzerwanie od co najmniej trzech lat na podstawie zezwolenia na osiedlenie się, które mają tytuł prawny do zajmowanego lokalu i stabilne dochody, oraz osoby, które przebywają w Polsce „nieprzerwanie i legalnie” od co najmniej 10 lat (jeśli otrzymały zezwolenie na osiedlenie się, mają tytuł prawny do zajmowanego lokalu i stabilne dochody). Stwarza to pole do fałszerstw i nadużyć.

Lech Kaczyński widział zagrożenie w takim właśnie rozszerzeniu przepisów. We wniosku do TK podkreślił, że to „konstytucja wprost wskazuje jedną drogę do obywatelstwa – nadanie obywatelstwa polskiego przez prezydenta”. Według Lecha Kaczyńskiego zwiększanie liczby przypadków, w których o uznaniu za obywatela może decydować wojewoda, powinno następować ze „znaczną ostrożnością”. Prezydent wskazał też, że instytucja uznania za obywatela pojawiła się w przepisach z 1920 i z 1951 r. Wtedy jednak chodziło o ułatwienie regulowania spraw obywatelstwa polskiego „po dwóch kataklizmach dziejowych I i II wojny światowej, które spowodowały zmiany społeczno-polityczne i olbrzymie ruchy ludnościowe”. Zdaniem prezydenta, utrzymanie tej instytucji w późniejszych przepisach nie ma uzasadnienia.

Uznawanie za obywatela polskiego to kolejna odsłona możliwości nielegalnego zarabiania przez polskich urzędników państwowych. W świetle przepisów nowej ustawy – to furtka dla korupcyjnego zarabiania przez urzędników wojewody na uznawaniu cudzoziemców za obywateli polskich. Nasuwa się pytanie, czy ustawa ta, w opisywanym zakresie, była przygotowana „na zamówienie” pewnych grup, które zarabiają na tym procederze.

Jak zarobić na Kartach Polaka

Także przy przyznawaniu Kart Polaka „osobom z polskim pochodzeniem” polscy urzędnicy państwowi dokonują nadużyć (Karta Polaka jest to dokument potwierdzający przynależność do narodu polskiego, który może być przyznawany osobie nieposiadającej obywatelstwa polskiego albo zezwolenia na osiedlenie się na terytorium Polski oraz deklarującej przynależność do narodu polskiego). Karty Polaka nierzadko przyznawane są bowiem osobom, które nie powinny ich otrzymać.

– Znam osobiście Ukraińca, który nie ma korzeni polskich, mimo to dostał Kartę Polaka. Gdy jechał ją odebrać, powiedział mi, że w konsulacie we Lwowie ją dla niego przygotowano i że taka „usługa” kosztuje 400–500 dol. To właśnie urzędnicy konsulatów weryfikują dane i dokumenty, jakie dostarczają ubiegający się o Karty Polaka, i wydają decyzje. Jeśli Ukrainiec ma zaświadczenie z Ukrainy o polskich korzeniach, lecz w dokumentach na terenie Polski nie ma potwierdzenia tej informacji, wniosek o kartę powinien zostać odrzucony. Ale wszystko da się załatwić – opowiada nasz informator z MSZ.

Jak mówi nasze źródło w MSZ, przy załatwianiu dokumentów niezbędnych do wydania Karty Polaka wykorzystuje się często np. bałagan w dokumentacji związanej z akcją „Wisła”. Była to militarna akcja przeprowadzona w 1947 r. przez władze PRL, wymierzona w struktury Ukraińskiej Powstańczej Armii, w wyniku której dokonano masowych przesiedleń, głównie z terenu Bieszczadów, Ukraińców, Bojków, Łemków na Ukrainę. Wiele archiwów z terenu Bieszczadów z okresu akcji „Wisła” znajduje się na Ukrainie. Aby ubiegać się o Kartę Polaka, trzeba udokumentować, że przodkowie byli Polakami lub posiadali obywatelstwo polskie. – Wykorzystują to Ukraińcy starający się o Kartę Polaka, których przodkowie nie byli objęci akcją „Wisła”. Dostarczają sfałszowane dokumenty. Ale decyzję o przyznaniu Karty Polaka podejmują polskie placówki konsularne i to one mają obowiązek sprawdzić prawdziwość danych – mówi nasz informator.

Wydawanie nielegalne wiz Schengen i zarabianie na tym interesie (przypomnijmy, że MSZ zwolniło niedawno, po ujawnieniu tego procederu przez „GP”, wszystkich konsulów w Łucku na Ukrainie), uznawanie za obywatela polskiego „w związku z polskim pochodzeniem”, wydawanie Kart Polaka na podstawie fałszywych dokumentów to kolejne dowody skorumpowania władz III RP.

Leszek Misiak, Grzegorz Wierzchołowski